Zdrowie „tam na dole”, Czyli o Naturalnej Pielęgnacji Okolic Intymnych

Zabierałam się za ten temat od jakiegoś czasu. Temat ten w blogosferze jest raczej pomijany. No bo co innego napisać, że ma się problem z pryszczami, czy tłustymi włosami, a co innego z infekcjami intymnymi. A ma je wiele kobiet, tylko się do tego nie przyznaje. A ja dziś postanowiłam napisać o tym wstydliwym problemie. Bez obcinki. Ale spokojnie, nie będę pisała o tym, że mamy podcierać się od przodu do tyłu i nie siadać na desce klozetowej w publicznej toalecie. Tego nauczyłam już swoją 2,5 letnią córkę. Pogadamy sobie o nieskazitelnie białych podpaskach i pięknie pachnących i pieniących się płynach do higieny intymnej. Na koniec krótka wzmianka o papierze toaletowym, także dziś jazda bez trzymanki.

Zacznę od przyznania się, że temat jednak został poruszony w sieci, uprzedziła mnie nieco Ewa z Zielonego Zagonka. Ewa w swoim wpisie poruszyła arcyważny aspekt realiów okolic intymnych. One nie mają pachnieć fiołkami o każdej porze dnia i nocy. Zarówno u kobiet jak i u mężczyzn. Oczywiście specyficzny, nieprzyjemny zapach powinien obudzić naszą czujność, może być przyczyną infekcji ale nie czarujmy się, pewna woń w tych okolicach będzie. Współczesne reklamy wmawiają nam, że mamy tam pachnieć bez względu na okoliczności, można zakupić nawet dezodorant do higieny intymnej. Tylko po co? Ewa bez zbędnych ogródek mówi, że żadna kobieta nie potrzebuje jakiegokolwiek specyfiku do higieny intymnej. Tutaj zgodzę się częściowo. Są sytuacje, kiedy jednak wolimy się „tam” odświeżyć. Od dłuższego czasu do tych celów służyło mi mydełko alleppo (tak, mam na uwadzę, że to nadal jest mydło). Skład niektórych płynów do higieny intymnej jest powalający. Pomijając fakt, że bardzo często na szczycie listy jest Sodium Laureth Sulfate, który jest silnie wysuszającą substancją to często w niektórych płynach można spotkać pochodną formaldehydu. Poza tym masa konserwantów, substancji zapachowych i barwników. Oczywiście z przodu opakowania płyny krzyczą, że są nawilżające, łagodzące i z ekstraktami i w ogóle z prebiotykami. Kurcze, sama kilka lat temu łapałam się na te teksty. Ekstrakt z kory dębu, czy rumianku, ładne opakowanie, a w domu radość, bo pięknie pachnie i super się pieni. A jak się nie pienił był jakiś dziwny. Najgorszy jest fakt, że te najbardziej popularne i najdroższe składem wołają o pomstę do nieba. Ale producenci wiedzą jak kupić współczesną kobietę, bynajmniej nie wartościową zawartością.

Zastanówcie się więc, czy naprawdę potrzebujecie codziennie, a nawet kilka razy dziennie wymywać swoją florę bakteryjną, która walczy o to, żeby mieć odczyn kwaśny, bo taki właśnie potrzebuje. We wcześniej podlinkowanym wpisie Ewa podaje przepis na płukankę rumiankową, ale ktoś słusznie zauważył w komentarzach, że nasza pochwa ma odczyn kwaśny, a rumianek zmienia to ph na zasadowe. Jestem wielką zwolenniczką potraktowania okolic intymnych rumiankiem, ale tylko w sytuacji, gdy odczuwamy dyskomfort, lekkie podrażnienie. Warto spróbować zrobić nasiadówki, czy przemywanie rumiankiem zanim zdecydujemy udać się do lekarza, być może okaże się to wystarczające. Z doświadczenia swojego i osób z którymi rozmawiam na te tematy okazuje się to często skuteczne. Ale wiadomo, ja nie jestem lekarzem, a poważniejsze sprawy zawsze konsultujemy z lekarzem. Nie jestem wielką przeciwniczką lekarzy, jestem zwolenniczką atakowania intruzów na własną rękę zanim na dobre rozpanoszą się w naszym organizmie.

ekologiczny płyn do higieny intymnej

Wdając się w pogawędkę z Drogerią Ekologiczną zgodziłam się na przetestowanie kilku rekomendowanych przez nich produktów do pielęgnacji okolic intymnych. Jednym z nich jest płyn do higieny intymnej firmy Pierpaoli

Skład INCI: Aqua, Sorbitol, Cocamidopropyl Hydroxysultaine, Caprylyl/Capryl Glucoside,  Calendula Officinalis Flower Extract*, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract*, Glycerin, Lavandula Hybrida Oil*, Disodium Capryloyl Glutamate, Lactic acid, Xanthan gum, Linalool.

* z upraw biologicznych

Moja amatorska analiza składu produktu z pomocą wujka google powiedziała, że jest przyzwoity. Ekstrakty wysoko na liście, są bazą składu, a nie uzupełnieniem całej masy wypełniaczy i konserwantów. Zawiera wyciągi z nagietka, lawendy i ekstrakt z borówki. Producent zapewnia, że produkt jest przebadany dermatologicznie na obecność metali ciężkich takich jak nikiel, chrom, czy kobalt (wcześniej nie miałam pojęcia, że istnieje ryzyko, że coś takiego na siebie nakładam). Co może być ważne dla niektórych, produkt nie był testowany na zwierzętach i mogą stosować go weganie. Produkt można zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia, pojemność 250 ml. Dla mnie to bardzo ważne, ponieważ średnio na tyle starczało mi wcześniej opakowanie dużego płynu do higieny przy codziennym użytkowaniu. Jeśli chodzi o moje wrażenia to rzeczywiście ma delikatny ziołowy zapach, jak zapewnia producent dzięki naturalnemu wyciągowi z lawendy. Od kiedy odstawiłam chemię i zdecydowaną większość drogeryjnych kosmetyków, potrafię wyczuć nachalne, syntetyczne aromaty. Przechodząc obok alejki z chemią do sprzątania w hipermarkecie zapachy mi nie przeszkadzają, one mnie odrzucają, to jest jedyny minus wykluczenia ciężkiej chemii ze swojego życia. Przebywając w miejscu gdzie się jej używa odczuwa się dyskomfort. Początkowo do minusów zaliczyłam konsystencję płynu, ponieważ jest nieco wodnista, ale jest to kwestia odpowiedniego podłożenia dłoni pod dozownik. Płyn testuję od ponad miesiąca i ubyła ok. 1/8 butelki. Zaznaczam, że nie przy codziennym użytkowaniu. Uważam, że używając go z rozsądkiem spokojnie wystarczy na około rok. Z mojej perspektywy jest to produkt godny polecenia, zwłaszcza, że mówimy o okolicach intymnych, miejscu, gdzie mamy błonę śluzową, a przez nią składniki zarówno te pozytywne jak i negatywne wchłaniają się natychmiastowo (nie od parady narkomanie potrzebujący zaaplikować sobie narkotyk w trybie natychmiastowym robią to w okolicach narządów płciowych, albo odbytu). Cena produktu jak na jego skład jest naprawdę ok. Jest tańszy od tak bardzo zachwalanego Laktacyd’u, który obfituje w PEG-i, pochodną formaldehydu i podrażniające substancje. Kwas mlekowy, który rzekomo ma utrzymać ph w normie jest na 19, przedostatnim miejscu w składzie. No comment. W każdym razie płyn do higieny intymnej firmy Pierpaoli uważam za naprawdę godny polecenia.

ekologiczne wkladki

Drugim produktem, który zdecydowałam się przetestować były wkładki higieniczne. Wkładki to jest również temat, który traktowany jest wybiórczo. Niektóre z nas używają ich sporadycznie, inne niemalże codziennie. Cóż, biologia była dla nas nieco mniej łaskawa i czasami musimy się wesprzeć tą „pomocą higieniczną”. Nie będę rozczulać się teraz nad ekologicznym aspektem ilości zużytych wkładek i podpasek, ani porównywać ich do tych wielorazowych, bo to inny temat (którego nawet nie jestem w stanie się teraz podjąć). Skupmy się na tym z czego wykonana jest przeciętna wkładka/podpaska/tampon i czy proces produkcji i materiały do niego użyte są dla nas obojętne. Tak jak się domyślacie…nie. Przeciętna podpaska wykonana jest z bawełny. Jak zdążyłam się dowiedzieć, jej nieekologiczne uprawy wyrządzają lokalnemu środowisku ogromne szkody. Ale przecież z bawełny wykonana jest większość ciuchów, czepiam się, więc idźmy dalej. W procesie produkcji wykorzystuje się również cellulozę, która również w takich ilościach w jakich aktualnie ich potrzebujemy wyrządza niewyobrażalne szkody środowisku naturalnemu. Oliwy do ognia dolewa chlor którym bieli się podpaski, wkładki i tampony. Muszą być przecież nieskazitelnie białe, tak, abyśmy miały poczucie, że jest czysto. I tutaj zaczyna się problem, który jest szczególnie niebezpieczny w przypadku tamponów. Tak nafaszerowane chemią środki higieniczne mogą zawierać w sobie dioksyny, środki które są bardzo silnie rakotwórcze i nie pozostają obojętne na nasz układ rozrodczy, hormonalny i immunologiczny. Więcej na ten temat możecie poczytać tutaj >>. Dla leniwych, wybrałam tylko kilka podpunktów:

  • Ze względu na skutki nierakotwórcze takie jak uszkodzenie systemów: rozrodczego, wydzielania wewnętrznego i immunologicznego ptaków, ryb, ssaków (włączając ludzi) dioksyna jest znacznie bardziej toksyczna niż uprzednio przypuszczano
  • Skutki rakotwórcze dioksyn są gorsze niż uprzednio przypuszczano. EPA stwierdza teraz lakonicznie, że dioksyna „prawdopodobnie przedstawia rakotwórcze zagrożenie dla ludzkości” [str. 52]. A także, że dioksyna ” prawdopodobnie zwiększa śmiertelność u ludzi z powodu kilku odmian raka”
  • Najsilniejszy wpływ dioksyn jest obserwowany w systemie rozrodczym, systemie wydzielania wewnętrznego (hormonalnym) i systemie immunologicznym. Najbardziej wrażliwe ze wszystkich są noworodki i płody poddane ekspozycji w macicy. U ssaków pourodzeniowe zmianyfunkcjonalne, włączając postępy w uczeniu się i rozwój systemu rozrodczego, są zjawiskami rozwojowymi najbardziej wrażliwymi na ekspozycję dioksynami w okresie przed narodzeniem. Rozwijający się system immunologiczny może być także wysoce wrażliwy. [str. 36] Innymi słowy narażenie ssaków (włączając ludzi) na ekspozycję dioksynami na krótko przed narodzeniem najprawdopodobniej wpływa szkodliwie na rozwój intelektualny oraz system immunologiczny. System immunologiczny ochrania przed chorobami bakteryjnymi i wirusowymi oraz rakiem, zatem uszkodzenie systemu immunologicznego może spowodować inne poważne choroby.

Dopiero teraz rozumiem dlaczego na opakowaniach tamponów przestrzega się przed TSS, czyli Syndromem Szoku Toksycznego. I jakby tego było mało niektórzy producenci nasączają wkładki, czy podpaski substancjami zapachowymi. I nie łudźmy się, zdjęcie rumianku na opakowaniu nie zwiastuje wyciągu z rumianku, są to syntetyczne zapachy nieznanego nam pochodzenia. Gwoździem do trumny są podpaski, które na wierzchniej warstwie posiadają substancję polietylenu lub polipropylenu. Rzekomo mają one zapobiegać przeciekaniu krwi miesiączkowej, niestety dodatkowo tworzą one warstwę kompletnie nieprzepuszczającego powietrza plastiku. Kurcze, nie wydaje się to wam nieco przykre? Nasze najbardziej wrażliwe okolice. Najbardziej wymowna część naszej kobiecości. Narządy za pomocą których dajemy nowe życie narażamy na działanie tak bardzo szkodliwych substancji zagrażających naszemu życiu i zdrowiu.

Ze względu na fakt iż jestem w ciąży mogłam zgodzić się tylko na test wkładek, ale kiedy tylko „ciocia z czerwonym parasolem” ponownie do mnie powróci zdecyduję się na przetestowanie kubeczka menstruacyjnego i wielorazowych podpasek. Oczywiście mam świadomość, że nie zawsze da się w sposób higieniczny i komfortowy ich używać, ale zawsze możemy zdecydować się na przemienne używanie menstruacyjnych środków higienicznych, w zależności od okoliczności (tak wiem, teraz eko freelancerzy podśmiechują się pod noskiem z korpoludów :-)). Anyway, zdecydowałam się na test wkładek, ponieważ jak większość z was wie, pod koniec ciąży z wkładką jest nieco bardziej komfortowo. Poza tym biorąc pod uwagę, że nosimy różne kolory bielizny w ostatnich dniach ciąży jest to wręcz wskazane, ponieważ łatwiej jest ocenić…no wiecie, co z nas wyszło, a odcień wód płodowych ma znaczenie. Tak zalecała mi położna w szkole rodzenia. W każdym razie ja do testów otrzymałam wkładki Gentle day. Producent zapewnia, że spełniają one wymagania ekologiczne dla produktów, które ma ją kontakt ze skórą. Są całkowicie wolne od chloru, chemikaliów i środków zapachowych. Te argumenty, plus fakt, że nie zanieczyszczają środowiska (a raczej robią to stopniu minimalnym) w zupełności mnie przekonuje. Mam jedno ale. Każda z nich zapakowana jest w oddzielne opakowanie, co w moim mniemaniu jest bardzo nieekologiczne. Ponoć zapewnia to sterylność, ale czy w przypadku, gdy opakowanie nie jest w 100% szczelne jest to możliwe? Śmiem wątpić. Na pewno jest to plus kiedy potrzebujemy zapakować je do torebki, choć ja akurat tutaj mam swoje rozwiązania. Cena jest już nieco bardziej zaporowa, bo dwukrotnie wyższa od najdroższych drogeryjnych wkładek. Ale tutaj w obliczu przedstawionych powyżej informacji musicie dokonać wyboru. Należy zastanowić się, czy warto oszczędzać na własnym zdrowiu? Poza tym z przeszłych doświadczeń swoich i znajomych stwierdzam przykrą zależność, że wyrzucamy sporo wkładek i tamponów, które gdzieś tam się przewalały w czeluściach torebki i po pewnym czasie ze względów higienicznych lądują w koszu. To tylko jedna mała wkładka, pomyślało codziennie 1500 kobiet…Kupowanie lepszej jakości jedzenia i kosmetyków uczy nas rozsądnego ich użytkowania i spożywania. Dawniej miałam kilka odżywek do włosów, używałam ich różnie, często jakieś produkty skończyły żywot w koszu, bo minął ich termin ważności. Teraz do pielęgnacji używam tylko olejów i masła shea. Moja łazienka jest mniej zagracona, a ciało wolniejsze od masy chemikaliów. I choć masło shea, czy dobrej jakości oleje nie są tanie, to nie uważam, że wydaję na pielęgnację więcej pieniędzy.

Zdaję sobie sprawę, że zakup samych wkładek z przesyłką może wydawać się nieopłacalne, dlatego najlepiej szacować potrzeby i zamawiać je z innymi produktami. Takie zbiorcze przesyłki zazwyczaj cenowo działają na wyobraźnię, jednak nie jesteśmy świadomi, że miesięcznie na kosmetyki kupowane sporadycznie w rożnych miejscach wydajemy również mnóstwo pieniędzy, koszty te jednak gubią się w gąszczu innych wydatków. Zanim dojdziecie do wniosku, że na pewno nie zdecydujecie się na zakup tego typu produktów przeczytajcie jednak wyżej zamieszczony link. Szczególnie, gdy jesteście w ciąży, bądź ją planujecie.

ekologiczny papier toaletowy

No dobra, na koniec tak na szybko, bo się nieco wydłużyło. Będzie mowa o papierze toaletowym, bo ze względów zdrowotnych i ekologicznych, grzech nie wspomnieć o nim przy tym wątku. Zacznę od anegdoty, że kiedy dowiedziałam się co się kryje za śnieżnobiałym papierem poprosiłam męża, żeby nie kupował tych pięknych, białych i pachnących, tylko zwykłe makulaturowe. Wiecie, takie szare, jak to papier do doopy. Mąż skonsternowany pyta: „skąd mam wiedzieć, czy kupuję zapachowy, czy nie?”. Na co rezolutnie odpowiedziałam, żeby sprawdził skład..I tu pojawiło się to wymowne spojrzenie, spojrzenie które powiedziało mi więcej niż tysiąc słów, ale bez Rafaello. Spojrzenie, które mówiło „chyba sobie jaja robisz, mam jeszcze sprawdzać skład papieru toaletowego?”. A tak na serio, to nie trzeba sprawdzać składu, producenci z przodu opakowania chwalą się, że papier jest „rumiankowy”, albo „leśny”, albo „morską bryzą”. Jeśli coś takiego zobaczycie, macie pewność, że oprócz tego, że papier był wybielany chemicznie, co dla waszych błon podobnie jak w przypadku podpasek nie jest obojętne, a do tego jest jeszcze nasączony dodatkowymi chemikaliami w postaci substancji zapachowych. Dla zwolenników papierów zapachowych mam jedno pytanie (wybaczcie, bezpośrednie): czy naprawdę myślicie, że po zrobieniu kupy i wytarciu się papierem toaletowym o zapachu morskiej bryzy wasza pupa pachnie morską bryzą? Spotkałam się z argumentem, że te szare nie są zbyt dobre na hemoroidy. Cóż, hemoroidy nie są czymś normalnym, więc może przy okazji porządków w domu warto zrobić porządki w swoim ciele? W każdym razie nie wynegocjowałam szarego papieru na stałe, więc w naszym domu goszczą obydwa jednocześnie. Kompletnie nie ogarniam też tych wzorków i wytłaczanek na papierze. Po co to? Ktoś mi wyjaśni? Miękkość ogarnę, biel pomijając wszystkie inne względy tak, ale te kiczowate wzorki? Nie będę się już rozczulać nad szczegółami produkcji papieru, ale w skrócie, produkcja tego mięciutkiego jest baaardzo nieekologiczna, o czym możecie poczytać na przykład tutaj >>. Do tego oczywiście następstwa podobne jak w przypadku wkładek, czy podpasek, słowo dioksyny poznaliśmy na początku wpisu.

Czy mam paranoję? Nie sądzę. Tak, chemia czai się wszędzie. Tak, skutki tego widać po licznych chorobach cywilizacyjnych, od cukrzycy, przez choroby autoimmunologiczne, aż na raku skończywszy. Czy muszę wyprowadzać się do jaskini, żeby odgrodzić się od tych wszystkich zagrożeń? Skąd! Tam nie ma prądu, centralnego ogrzewania i internetu. Czy wybory produktów lepszej jakości, bez żadnego poświęcenia są małymi kroczkami oddalającymi mnie od chorób cywilizacyjnych? Tak! Czy losy naszej planety nie powinny mi być obojętne? Tak! Zrób coś dla siebie i dla Ziemi.

  • Zgadzam się w sumie z Tobą w 100 % :) ale muszę przyznać, że do tej pory nie sprawdzałam składu papieru toaletowego, i podpasek wielorazowych nie używałam.. ale chyba mnie zainspirowałaś do pewnych zmian w tych sprawach :) jeśli chodzi o płyn do higieny intymnej miałam okazję używać dokładnie taki jaki opisywałaś, i też nie miałam do niego większych zastrzeżeń, jedynie jego konsystencja mnie denerwowała. Dosyć szybko go zużyłam, i dziś używaam różnych naturalnych mydeł, po których żadnych problemów nie mam :) aaa… i muszę napisać, że również oceniam kosmetyki po zapachu. Myślałam, że przesadzam. Ale tak sobie myślę teraz, że może po tych kilku latach bez chemii wracają pierwotne instynkty ;)

    • AfterKorpo

      Cieszę się, że skłoniłam Cię do refleksji na temat zmian :-) Pozdrawiam cieplutko!

  • Zamiast naparów, np. z rumianku można zrobić ocet ziołowy i po rozcieńczeniu, np. 1:5 z wodą sobie używać :)
    Dzięki za zwrócenie uwagi na papier toaletowy i wkładki :)

    • AfterKorpo

      Ale mówisz o używaniu go w przypadku problemów, czy na co dzień? Co poza rumiankiem zalecasz dodać do octu przeznaczonego do okolic intymnych? Co do zwrócenia uwagi nie ma za co, cieszę się, że temat się nagłośnił.

      • 2-3 x w tygodniu, nie tylko w przypadku problemów. Dla osób używających mydeł, rozcieńczony ocet może być pomocny nawet każdego dnia. Ocet ma odczyn kwaśny. Ja bardziej nawet niż sam rumianek polecam babkę lancetowatą/ wąskolistną.

        • AfterKorpo

          Dziękuję! :-)

  • Karolina Angelika Mejer

    Bardzo fajny wpis, w szczegolnosci ten element z papierem toaletowym, nigdy sie nad tym wczesniej nie zastanawialam, a naprawde to te wzorki i zapachy sa zupelnie zbedne, a moga byc nawet szkodliwe.
    Pozatym gratuluje odwagi podjecia sie napisania postu na tak krepujacy temat :)
    Zapraszam rownez do odwiedzenia mojego bloga, dopiero raczkuje. :)
    http://www.dobradroga.blog
    Pozdrawiam Karolina

    • Dziękuję Karolina za miłe słowa. Nie ma czego gratulować, nie krępują mnie rozmowy nawet na takie tematy. Nic co ludzkie nie jest mi obce :-) Zerknęłam na bloga. Jakie ciało! Powodzenia w blogowaniu!

  • Madziak56

    Faktycznie bardzo fajny wpis, dużo pożytecznych informacji. Jeśli chodzi o higienę intymną to ja testowałam sporo płynów, ale finalnie najbardziej zaczął odpowiadać mi jednak żel do higieny intymnej Maternea – nie zauważam żadnych objawów alergicznych ani podrażnień, a z płynami czasem tak było.

    • Dzięki za miłe słowa. Każda z nas jest inna i każda powinna obserwować co jej służy najlepiej, fajnie, że znalazłaś swój ideał :-)