Twoje Dziecko Do Szczęścia Potrzebuje Talerza Zupy i Twojego Szczęścia!

Pozwolę sobie rozpocząć wywód od fragmentu książki Pani Anny Ciesielskiej „Filozofia smaku”. Pani Anna jest specjalistką od kuchni pięciu przemian, jednak w swoich książkach pięknie pisze nie tylko o gotowaniu.

Jest pewne – nie jest ważniejszy spacer z dzieckiem po ukwieconej łące, a w torbie soczek, ciasteczko i obiad ze słoiczka niż to, byś spokojna gotowała obiad, a dziecko było przy tobie i bawiło się garnkami. A po obiedzie połóż je przy otwartym oknie i sama odpocznij. Spokojnie, nie poganiaj się, nie stresuj. Staraj się być blisko dziecka, niczego sobie nie wyrzucaj, bądź z nim spokojnymi myślami. Nie tłumacz mu, że nie masz czasu, znajdź mu zajęcie. Dziecko potrzebuje normalności, talerza zupy, uśmiechu, dotyku, akceptacji i troski, ale nie potrzebuje nadmiaru czułości wypływającej z wyrzutów sumienia i twojego lęku.

szczęśliwa mama szczęśliwe dziecko

Ten fragment przeczytałam dziś, siedząc w słońcu na ławce obok śpiącego w wózku smyka. Zrelaksowana, w miarę wypoczęta, zadowolona z dnia dzisiejszego, tak po prostu. Ale..jeszcze niedawno było u nas nieco inaczej. Alergia skórna u syna, paskudna przypadłość dręcząca mnóstwo dzieci w dzisiejszych czasach. Kto nie przeżył, ten nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Noce – tragedia, dziecko cierpi z powodu swędzącej skóry, nie może spać, byłam chodzącym zombie. Choć należę zdecydowanie do grupy skrajnych optymistów, przez moment obawiałam się, że z powodu długotrwałego braku snu nabawię się nerwicy. Wizyty u lekarzy – koszmar, jedyne co mogli poradzić to sterydy do stosowania długotrwale, a ja się na to nie bardzo chciałam godzić. Bezradność, zmęczenie, bezsilność. Do tego paskudne powietrze zimą, czułam się jak w klatce.

Tak właśnie wygląda życie. Jednego dnia sielana, pierdzenie fiołkami, innego hardcore, jazda bez trzymanki. Ponoć nasze życie wybraliśmy sobie przed narodzeniem, a problemy, które się w nim pojawiają są po to, abyśmy do czegoś doszli, coś zrozumieli. Kontrasty w życiu są potrzebne. Bo gdyby nie ciemność, nie docenialibyśmy piękna poranka. Mnie problemy skórne syna coś pokazały, nauczyły pokory i cierpliwości w pewnych kwestiach. Skłoniły do wielu przemyśleń, a nawet zrodziły egzystencjalne pytanie, czy to wydarzenie nie jest przełomowym w moim życiu. Ponownie zwróciłam uwagę na to, że pozornie te najprostsze rzeczy są najważniejsze.

szczęśliwa mama szczęśliwe dzxiecko

Ale my (większość matek) lubimy sobie utrudniać życie. Narzucać zbyt wiele, wyrzucać sobie, że nie zrobiłyśmy tego wszystkiego co sobie wymarzyłyśmy (albo wypatrzyły u idealnych matek na instagramie).

Pierwsze urodzinki mojej córki. Piękna dekoracja przygotowana miesiąc wcześniej, tort zamówiony u siostry, bo świetnie piecze, każdy ma udekorowany talerzyk i butelkę, sratu pierdatu. Córka na urodzinach płakała, bo było dla niej za tłoczno. Pierwsze urodziny syna. Dekoracja kończona chwilę przed przyjściem spóźnionych gości, masa z torta się wylała, ciasto wyszło z zakalcem. Też miało być zaplanowane na cacy, ale nie wyszło. No i co? Pstro! Mam to w głębokim poważaniu, syn się cieszył w głos, dzieciaki miały radochę z wybierania zestawików słodkości w postaci kupnych słodkości i truskawek wsypanych do papilotek na babeczki. Życie.

Wrzućmy na luz. Bierzmy przykład z facetów, którzy, szczególnie w kwestia chrodzicielstwa , nie mają parcia na perfekcjonizm. Na pytanie jakim jesteś ojcem bez zastanowienia odpowiedzą – super ojcem. Nie zastanawiają się, czy kupili dzieciom wystarczającą ilość edukacyjnych zabawek, nie analizują tego, że podnieśli na dziecko głos, choć nie powinni. Po prostu są rodzicami na miarę swoich możliwości.

Wyluzujmy.

Talerz zupy, przytulas, bajka na dobranoc. To wszystko ma gigantyczną wartość dla dziecka. Tak zwana codzienność to jest coś, czego dziecko bardziej potrzebuje od nas niż hiper mega edukacyjnej zabawki, podróży na drugą stronę świata, kulkolandii i innych wyszukanych atrakcji.

A jak się zezłościmy, wydrzemy na dziecioła, to przepraszamy, tłumaczymy, że to normalne, że czasem ktoś się zezłości, że tak wygląda świat i przede wszystkim zapewniamy, że je kochamy. Trzy oddechy, alleluja i do przodu. Bez wyrzutów sumienia, roztrząsania i analizowania. Idealne matki z instagrama też mają takie sytuacje w życiu :-) Żeby nie było, choć sama potrafię wydrzeć się na dzieci nie uważam, że to normalne, wręcz twierdzę, że to przemoc tak sama jak klaps, ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…Najważniejsze, żeby nie było to normą, a jak się stanie nie wyrzucać sobie, bo to nic nie wniesie. Starajmy się być fajnymi mamami na miarę swoich możliwości. A jeśli coś nas w dzieciach, albo sobie niepokoi nie róbmy wyrzutów sumienia, tylko zastanówmy się jak to zmienić.

I pamiętajmy, nasze dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje przede wszystkim naszego szczęścia, miłości i talerza zupy.