Prawdziwy Kisiel

kisiel_4

Dziś przepis z cyklu oczywistych, niby oczywisty, jednak nie do końca, bo jak się okazało dla niektórych to szczyt kreatywności i pomysłowości, mówię o prawdziwym kisielu z owoców, bądź soku, a nie aromatów i barwników.

Kisiel to mój smak dzieciństwa, coś co zawsze zaspokajało moje pragnienie na słodkie potrzeby zaraz obok kogla-mogla. Szukając pomysłów na lekki podwieczorek dla mojego dziecka przyszedł mi do głowy kisiel. Super, nie jadłam go wieki, więc sama chętnie trochę liznę. Analiza składów paczkowanych kisielów na sklepowych półkach jak zwykle zmusiła mnie do poszukiwań domowego sposobu. Kisiele w paczkach oprócz mąki ziemniaczanej, która jest tu niezbędna zawierają barwniki i syntetyczne witaminy – po to, by producent mógł napisać, że produkt jest źródłem witaminy C. Te które dumnie głosiły, że zawierają kawałki owoców zawierały ich od 2-5%. Moim „faworytem” był kisiel truskawkowy Delecty zawierający całe 0,1%proszku truskawkowego. Cóż, to już daje producentowi możliwość nadania mu nazwy „o smaku” więc nie miejmy pretensji. Kolor kisielom nadają niestety barwniki, bo jaki kolor może dać 0,1% proszku?!

Co lepsze, okazuje się, że kisiel domowej roboty, nie jest wcale trudniejszy w przygotowaniu, jak dla mnie nawet łatwiejszy. Co potrzebujemy do wykonania kisielu domowej roboty?

  • mąka ziemniaczana
  • owoce sezonowe, bądź sok (najlepiej domowej roboty)
  • woda (opcjonalnie, gdy sok jest bardzo skoncentrowany)

Proporcje są następujące, na szklankę płynu przypada mniej więcej łyżka mąki ziemniaczanej. Jeśli robimy z samych owoców warto dodać troszkę cukru. Nie trzeba tu aptekarskiej precyzji, jak będzie za mało mąki dłużej trzymamy na ogniu, jak za dużo, szybciej zgęstnieje. Przygotowanie chyba jest oczywiste, jeśli robimy z owoców zagotowujemy je, ewentualnie blendujemy (my uwielbiamy z kawałkami owoców, więc tylko gniotę widelcem), a mąkę rozrabiamy w niewielkiej ilości wody i dolewamy do zagotowanych owoców. Nie „zagotowujcie owoców na śmierć”, tylko je podgrzejcie, tak by uciekło jak najmniej wartości odżywczych. Jest to też wspaniała forma przemycania owoców u niejadków.

Kisiel jest wyborny! Aktualnie najczęściej robimy go z soku malinowego, jest więc wspaniałym źródłem witaminy C. Jeśli nie macie soków domowej roboty polecam Oleaofarm, w składzie zawiera tylko sok malinowy, w przeciwieństwie do herbapolu, którego produkt jest kpiną. Ja osobiście rozcieńczam sok z wodą w proporcjach mniej więcej 50:50, taka ilość soku jest wystarczająca, by nadać prawdziwy aromat kisielkowi. No i pamiętajcie jest to kisiel owocowy, a nie „o smaku owocowym”..!

Zachęcam Was do zrobienia takiego podwieczorku nie tylko Waszym dzieciom, to wspaniała alternatywa na niezdrową, słodką przekąskę! Mam nadzieję, że zachęciłam choć jedną osobę do wypróbowania tego przysmaku, ja postanowiłam go tu zapisać, by wrócić do niego, na wypadek jakbym zapomniała o nim, gdy skończą mi się soki a nie pojawią się jeszcze owoce sezonowe :-)

Smacznego!

 

  • pamiętam jak moja Mama robiła mi takie zdrowe domowe kisielki jak byłam mała :) najczesciej z tego co pamietam były z jabłek :) muszę kiedyś zrobić taki ale usmiechnac sie do Mamy :)