Nie dajmy się ogłupić

„Dzień w którym postanowiłam mieć wszystko w dupie stał się najpiękniejszym dniem mojego życia”. Ten tekst uwielbiam cytować i niezmiennie zawsze wszystkich zachwyca. Nie będę oczywiście porównywała go z takimi wydarzeniami jak poznanie mojego męża, czy urodzenie dziecka, bo powiedzmy, że jest to kategoria oczywistości.

Dlaczego chcę o tym napisać? Ponieważ chcę poruszyć arcyważny temat gigantycznego zmanipulowania społeczności przez media. Temat, który prawie każdy boi się poruszyć, a który dotyczy nas wszystkich, ponieważ codziennie jesteśmy bombardowani niezliczoną ilością podprogowych przekazów, które na zawsze pozostają zakodowane w naszej podświadomości i skłaniają nas do działań o które niekiedy sami byśmy się nie podejrzewali. Sama myślałam, że manipulacja mnie omija, dopóki pewnego dnia sama nie doszłam do pewnych wniosków. W sumie to było mi głupio przed samą sobą.

Ale mnie media nie wmawiają choroby, ja naprawdę na nią choruję. Serio?

Obejrzyj ten dokument, przy okazji, przy prasowaniu, czy robieniu weków :-) Otwiera oczy. Osobiście byłam świadkiem wmawiania moim dzieciom chorób. Syn, który przez krótki okres czasu miał paskudną alergię objawiającą się zmianami skórnymi i swędzeniem. Wiedziałam, że sobie z tym poradzę, ale lekarze byli innego zdania. AZS, och, paskudna choroba, może uda się wyciągnąć z tego dziecko szybko, a może będzie się ciągnęło latami, to choroba często nieuleczalna. Jak w ogóle dokładnie objawia się AZS, czym różni się od ŁZS, czy alergii, lekarzom trudno często wyjaśnić, bo sami nie wiedzą. Będąc uczestnikiem forum AZS czytałam historie dzieci, które latami były leczone na AZS, podczas kiedy ostatecznie okazało się, że to ŁZS. Ja nawet nie pokusiłam się o dokładne wyszukanie informacji o tych chorobach, bo z góry założyłam, że nas nie dotyczą. Jednakże na forum notorycznie widziałam hasła w stylu stwierdzono u nas AZS. Ach, jaka paskudna łatka, która potrafi się niefajnie wyryć w podświadomości. A wiecie gdzie jest pies pogrzebany? Jeśli wnikniemy w definicję choroby AZS i skorelujemy to z tym w jaki sposób leczą ją lekarze to nic nie trzyma się kupy. Leczenie wygląda tak jak powiedziała nam Pani doktor, która wpadła w szał, ponieważ powiedzieliśmy, że nie chcemy używać sterydów. Powiedziała: wyleczę go z tego, będzie wracało, ale go z tego wyleczę.…Czy tylko mnie tu coś nie pasuje? Recept nie wykupiłam, dziecko wyleczyłam, choć Pani doktor zapewniała, że bez nich dziecko nie ma szans na wyzdrowienie.

harmonia w życiu

Pewnego dnia odważyłam się napisać na forum, że skóra mojego dziecka jest zdrowa, podziękować za wsparcie, informacje. Chciałam wyłączyć powiadomienia, nie mogłam patrzeć na zdjęcia cierpiących dzieci i czytać porad dotyczących stosowania ciężkich leków. Każdy rodzic ma wybór, wiem też, że przypadki są różne, ale często kłuła mnie w oczy ślepa ufność do lekarzy, którzy bardzo lekką ręką przepisują leki, które niejednokrotnie mogą wyrządzić w długoterminowej perspektywie więcej szkody niż pożytku. Wyskrobałam kilka zdań pokrzepiających innych rodziców, że da się, że nam się udało, że było ciężko, ale obyło się bez leków. Poruszyłam jeszcze jeden wątek…wiary. Zachęcałam rodziców, żeby wierzyli w to, że ich dzieci mogą być zdrowe, że warto walczyć i być dobrej myśli bez względu na wyznanie, poglądy religijne, czy naukowe. Wywiązała się długa dyskusja, padło sporo fajnych porad dotyczących naturalnego leczenia, wywiązała się lekko niesmaczna, ale zakończona szybko dyskusja na temat religii, chciałam udzielić jeszcze odpowiedzi kilku osobom, ale nie mogłam, bo…mój post zniknął. Nie przypadkiem, dostałam uzasadnienie:

” Bardzo się cieszymy, ze Twoje dziecko czuje się lepiej, a rodzina lepiej funkcjonuje. Jednak post sugeruje, że masz jakieś specjalne moce, które uzdrowiły dziecko, dość wiary, każdej, a to może wywoływać w innych nieuzasadnione poczucia winy i wątpliwości. Także usuwam post.”

Tak funkcjonuje współcześnie świat. Przypisanie sobie łatki choroby nieuleczalnej jest czymś normalnym, a wiara w to, że się pokona problem jest już problematyczna, bo może wywołać u innych poczucie winy. Nie będę ukrywać, że autentyczność forum została podważona w moich oczach. Być może moje podejrzenia są słuszne, być może mnie wzięli za świra. Nieważne, ja jak już wiecie mam to w dupie :-)

Pamiętajmy jednak, żeby używać mózgu, oglądając telewizję, słuchając lekarza, patrząc na billboard. Wszędzie.