Luty Bez Foliówek – Podsumowanie

Na początku lutego wzięłam udział w akcji luty bez foliówek. Pomyślałam, że będzie to świetna okazja, żeby zaobserwować, czy dam radę przeżyć cały miesiąc bez przyniesienia do domu foliówki, a także opcja na nagłośnienie problemu jakim jest bezmyślne, nadmierne zużycie plastiku. We Francji zakazano już używania plastikowych sztućców i naczyń, brawo Francja. Myślę, że dążymy już pomału do trendu, gdzie jedzenie plastikowymi sztućcami będzie symbolem obciachu, a ludzie wyciągający swój przenośny zestaw sztućców będą postrzegani jako ludzie modni i świadomi. Taki trend dało się zaobserwować kilka lat temu widząc spacerujących ludzi ze swoimi czworonogami. Na początku Ci, którzy sprzątali po swoich pieskach robili to nieco nieśmiało, teraz ktoś kto patrzy jak jego pies sadzi kupę i odchodzi, robi to szybciutko, żeby przypadkiem nikt nie zauważył tego wstydliwego występku.

No dobra, przedłużam…czas na podsumowanie.

Otóż w tym miesiącu do mojego domu trafiło….mnóstwo foliówek. Nie planowałam tego podsumowania, ale poczuwam się w obowiązku, żeby się do tego przyznać. Byłam przerażona tym faktem, bo choć starałam się jak mogłam były sytuacje kiedy nie dało się tego uniknąć.

Początek. Idę rano z córką oddać krew na czczo, nie spodziewałam się gigantycznej kolejki, obawiałam się, że nie zdążymy na śniadanie do przedszkola, więc kupiłam jej drożdżówkę. Nie miałam przy sobie nic do czego mogłabym ją zapakować, w tej sytuacji nie wyobrażałam sobie jej dziecku nie zapakować w woreczek. Ale myślę, spoko, dalej pójdzie ok, ale wcale nie poszło. Dwa dni później mąż wraca z zakupów w hipermarkecie obładowany siatkami, widząc mój wzrok zaczyna się tłumaczyć, że córa w połowie zakupów zaczęła marudzić, że siku, musiał więc spakować szybko zakupy i biec z nią do toalety. Mogłam się wkurzyć, że dało się inaczej, zrzędzić, że wprowadzamy nowe zasady, ale nie o to do końca chodzi. Nie zawsze zdążę upiec chleb, w lutym piekłam go wyjątkowo rzadko, a ten który biorę często jest zapakowany już w worek. Oczywiście odmawiałam wzięcia dodatkowej siateczki, nie zmienia to faktu, że folia, którą musiałam rozedrzeć lądowała w koszu. Chyba dwa razy musiałam w warzywniaku wziąć siateczkę, bo nie przygotowałam się wystarczająco dobrze na zakupy. Kilka razy mąż przyniósł drobne zakupy w siateczce, bo nadal nie zawsze pamięta, by mieć przy sobie kilka na zapas. Teściowa idąc do nas wstąpiła do cukierni…W efekcie myślę, że w miesiącu w którym ilość foliówek w moim domu miała wynieść 0 znalazło się ich około 15. To niewiele pomyślisz? Pomyśl, 15 sztuk siatek/woreczków miesięcznie w domu w którym staramy się ten fakt kontrolować. Ile zużywa się w domach w których ludzie nie przywiązują do tego wagi? Jedna mała siateczka wydaje się taka niepozorna? Spójrz na cały plik, który wisi w sklepie i czeka aż urwiesz sobie jedną. Takich plików codziennie na całym świecie zużywa się tysiące! Do tego masa pojemniczków do których pakują nam jedzenie.

Biję się w pierś za to, że nie udało mi się bardziej ograniczyć plastiku, który trafił do mojego domu. Z drugiej strony czuję małą dumę i radość z robienia małych kroczków na przód, bo kiedy zaprosiłam córkę na muffinkę do cukierni odmówiłam podania jej na jednorazowym talerzyku, a ciacho dla męża zapakowałam w swój pojemnik. Bakalie i śledzie też kupuję na wagę „do swojego” na osiedlu. Dzięki temu w tym miesiącu nie przyniosłam do domu trzech jednorazowych pojemników plastikowych. Muszę się również przyznać, że jako osoba, która porwała się na tą akcję byłam bardzo słabo przygotowana. Prawdziwy maniak zero waste ma w domu zapas bawełnianych woreczków na zakupy. Ja latam z foliówkami, które są jeszcze zgromadzone w moim domu i które uznałam, że lepiej zużyć niż wyrzucić. Materiał na torby i woreczki czeka jednak na moją mamę i jej maszynę. Tak jak wspomniałam we wcześniejszym wpisie, nigdy nie będę totalnie zero waste, według mnie nie o to też w życiu chodzi. Chcę korzystać z przyjemności życia codziennego, ale z umiarem i rozsądnie.

Musimy ustalić priorytety

Mogę tłumaczyć się, że na spacery zbieram się szybko, bo dziecko czasem marudzi, że tyle spraw na głowie, że on nie lubi jak go upycham w kombinezon. Ale każdy ma mnóstwo spraw na głowie, dziś nawet babcie na emeryturze nie mają czasu. Najważniejsze jest jakie mamy w życiu priorytety. Albo ważniejsze jest dla nas to gdzie mieszkamy i czym się otaczamy, albo nie. A fakt, że zużywamy zbyt wiele plastiku powoduje, że się nim otaczamy. I nie myślmy sobie, że jak zniknęła z naszego domu to zniknęła z naszego życia.

zero waste

bird.bag_-300x179

sacs-plastiques-pollution

To tylko jedna, mała siateczka, nie panikuj…

Szacuje się, że w naszych oceanach pływa ponad 150 milionów ton odpadów z tworzyw sztucznych, a jeśli nic nie zmienimy do roku 2050 ta ilość się dwukrotnie zwiększy. Ponadto widząc foliówkę widzimy tylko końcowy etap produkcji. Produkcji, która zużywa masę ropy, zasobów nieodnawialnych i gazów, które również przyczyniają się do zanieczyszczenia naszego globu. Mniej niż 1% siatek ulegnie recyklingowi, biorąc pod uwagę ile ich zużywamy wystarczy użyć minimum wyobraźni, żeby zobaczyć górę plastikowych siatek.

Wiecie co to jest Wielka Pacyficzna Plama Śmieci? Cytując wikipedię: duże dryfujące skupisko śmieci i plastikowych odpadów utworzone przez prądy oceaniczne w północnej części Oceanu Spokojnego między Kalifornią a Hawajami. Odkryta w 1997 przez Charlesa Moore’a. Druga, podobna, znajduje się bardziej na zachód, pomiędzy Hawajami a Japonią.

Great Pacific Garbage Path, bo tak się nazywa po angielsku wygląda tak:

garbage path

oceanus-map

ścieżka śmieci na oceanie

A my Hawaje wyobrażamy sobie tylko tak:

hawaje

rainbow-falls-hawaii

hawajee

Musimy pamiętać o dwóch BARDZO ważnych sprawach.

Naszą planetę dzielimy z innymi stworzeniami

Naszą Ziemię nie posiadamy na własność, wypożyczamy ją od swoich wnuków

Wiem, że mojego bloga w większości czytają młode kobiety, zazwyczaj matki. Kochane, pomyślcie, że robimy to dla dobra naszych dzieci. Nie wiem jak Wy, ale ja chcę jeszcze spacerować brzegiem plaży z moimi wnukami, a nie krzyczeć, żeby nie zbliżały się do wody, bo jest toksyczna.

To co, chcesz być modny i w swoim środowisku zapoczątkować modę na pakowanie bułeczki do materiałowego woreczka i zajadać obiad na mieście przenośnym zestawem sztućców? Ja tak. Pomału śmiechy bliskich na temat moich nowych zdziwnych pomysłów* są dla mnie zabawne, kolekcjonuję je.

*zdziwne pomysły to na przykład stawianie dziecku baniek, używanie butelek wielorazowych, pieluch wielorazowych, robienie swoich kremów, mycie pupy dziecka wodą zamiast chusteczek jednorazowych itp…taki mamy klimat…

źródła zdjęć”

>

>

>

>

>

>

>

 

  • Najważniejsze, że podejmujemy jakieś działania. Ja sama trąbię, żeby mieć przy sobie zawsze siatkę, a zdarzy mi się ją przynieść. Może uda mi się wypracować jakąś skuteczną strategię :-) Według mnie jakbyśmy przynosili do domu WSZYSCY siateczki tylko wtedy kiedy nam się zapomni to już by było w miarę ok. Ale ludzie biorą je bezmyślnie. Kupują chleb w worku, pakują go do siateczki i chowają do torebki. Ja ostatnio byłam w pasmanterii i Pani aż się z siebie śmiała, bo co rusz jak coś ucięła sięgała odruchowo po woreczek, a ja na samym początku powiedziałam, że nie potrzebuję. Co do materiału to wydaje mi się, że najlepiej”czyste” bawełnę, albo len, a na te brudniejsze można jakiś bardziej sztuczny materiał, łatwo się spiera i jest nieprzepuszczalny. Przyszło mi do głowy, że z przyniszczonej ortalionowej kurtki córki zrobię worek na korzeniowe :D